Konflikt byłego RPO z nieprawnikiem cz. II

Konflikt byłego RPO z nieprawnikiem cz. II
ePub czas dodania: 2014:06:12 05:58 komentarzy 0
Zbigniew Kękuś zakończył w poniedziałek 6-dniową głodówkę pod siedzibą ING Banku Śląskiego SA w Warszawie. Oto drugi z artykułów na temat przyczyn jego protestu.

Artykuł opublikowany w „Warszawskiej Gazecie” Nr 23, 6-12.06.2014 r., str. 18-19

 

Zoll, Seremet i puszka Pandory

 

Konstytucja RP w artykule 31 ustęp 3 ustanawia tzw. zasadę proporcjonalności, nakazującą organom państwowym użycie jedynie takich środków, które są niezbędne dla osiągnięcia konkretnego celu. Ma to szczególne znaczenie wówczas, gdy podczas ingerencji państwa mogą być naruszane prawa konstytucyjne obywateli.

 

Często jest to jednak tylko teoretyczna gwarancja, gdyż zasady tej zdają się nie rozumieć nawet prominentni polscy prawnicy.

 

Krystyna Górzyńska – Przekonał się o tym boleśnie ekonomista dr Zbigniew Kękuś z Krakowa, będący w sporze z byłym Rzecznikiem Praw Obywatelskich Andrzejem Zollem, jego żoną – adwokatką Wiesławą Zoll i kilkunastoma krakowskimi sędziami. Przekonują się o tym także inni obywatele, wobec których są stosowane środki rażąco niewspółmierne w stosunku do wagi sprawy i powagi podejrzeń o popełnienie zabronionych czynów. Już ponad 30 dni głoduje w Areszcie Śledczym na Mokotowie w proteście przeciwko drakońskiemu wyrokowi Dariusz Komorowski, odbywający karę 5 miesięcy więzienia za nazwanie strażnika miejskiego „pacanem”. Zdarzenie to sprowokował – jak podają świadkowie – „pokrzywdzony” strażnik, w nieuprawniony sposób kwestionując prawo do prowadzenia legalnego protestu.

 

Przyjrzymy się bliżej kilku przypadkom łamania zasady proporcjonalności.

 

Prolog

 

Jak już pisałam w „Warszawskiej Gazecie” Nr 19 w tekście zatytułowanym „Utracona cześć profesora Zolla”, Zbigniew Kękuś popadł w konflikt z sędziami krakowskich sądów podczas rozprawy rozwodowej. Odmawiano mu zasądzenia odpowiednio częstych kontaktów z synami, które by umożliwiały m.in. właściwą rehabilitację jednego z nich, cierpiącego wówczas na schorzenia kręgosłupa. Żonę Kękusia reprezentowała adwokatka Wiesława Zoll, prywatnie żona RPO A. Zolla.

 

Z. Kękuś protestował w licznych pismach kierowanych do organów państwa przeciwko działaniom adwokat W. Zoll i orzeczeniom sędziów, a później jeszcze przeciwku stanowisku Rzecznika Praw Obywatelskich Zolla, który w tym zatargu o możliwość sprawowania właściwej opieki nad dziećmi, stanął po stronie sędziów i swojej żony. Kękusia poparło Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca. Na swoich stronach internetowych zamieszczało ono skargi Kękusia.

 

Niezadowoleni sędziowie, RPO i jego żona zawiadomili prokuraturę, że Kękuś ich znieważył i zniesławił poprzez upowszechnienie niepochlebnych informacji w Internecie, pomimo tego, że tego nie czynił. Kękusia oskarżono z art. 226 § 1 i 3 kk oraz 212 § 2 kk i art. 241 § 2 kk, a następnie, pomimo jego nieobecności na rozprawie i nieodebrania jego wyjaśnień, skazano go w grudniu 2007 roku na wysoką grzywnę w wysokości 15 tys. zł. Ekonomista nie odwołał się od wyroku, gdyż nie wiedział o jego wydaniu.

 

Już w związku z wniesieniem przeciwko niemu aktu oskarżenia stracił w 2006 roku prestiżową i wysokopłatną pracę na stanowisku Dyrektora Pionu Usług w ING Banku Śląskim SA. Poinformowano go, że Zarząd Banku podjął decyzję o jego zwolnieniu między innymi ze względu na konflikt z prof. Andrzejem Zollem, który może być źle odebrany przez klientów banku. Wyrok skazujący jeszcze bardziej pogorszył sytuację zawodową Z. Kękusia.

 

Przez następnych kilka lat Zbigniew Kękuś, który nie zamieszczał inkryminowanych tekstów w Internecie, gdyż czyniło to Stowarzyszenie Obrony Praw Ojca, ubiegał się o wznowienie procesu lub kasację wyroku. Uzyskał jedno i drugie, ale dopiero po kilkunastodniowej głodówce protestacyjnej na schodach Prokuratury Generalnej. Wcześniej ani Prokurator Generalny ani RPO nie chcieli wnieść kasacji.

 

Puszka Pandory

 

Okazało się jednak, że wznowienie sprawy nie przerwało ciągu nieszczęść dr. Z. Kękusia. Uchylony wyrok karny otworzył prawdziwą puszkę Pandory. Wymiar sprawiedliwości nie chce – wszystko na to wskazuje – otworzyć drogi do naprawienia popełnionych błędów.

 

Sąd w Dębicy po wznowieniu sprawy nie uniewinnił Kękusia, co wydaje się być oczywiste, skoro to nie on zamieszczał krytyczne, ostre wpisy w Internecie, a skupił się na zamiarze poddania go badaniom psychiatrycznym. Kękuś odmawiał, domagając się – słusznie – rozstrzygnięcia sprawy pod względem merytorycznym. Prezes Sądu w Dębicy sędzia Beata Stój, która prowadzi niniejszą sprawę, „groziła” aresztem, wydała 6 nakazów doprowadzenia Kękusia na badania przez policję, na skutek czego był on wielokrotnie poszukiwany w domu swojej prawie 80-letniej mamy i w mieszkaniu, gdzie przebywają synowie. Kękuś – nie chcąc narażać rodziny na dalsze policyjne „wizyty” – wystosował w dniu 31 marca br. pismo do sądu w Dębicy, prosząc o wskazanie terminu badania i zapowiadając, że zgłosi się na nie, a jednocześnie odmówi w nim uczestnictwa, nie znajdując podstaw do jego przeprowadzenia. „W odpowiedzi” sędzia wydała kolejny nakaz doprowadzenia przez policję, gdyż – jak wyjaśniła, ustosunkowując się do mojego pytania prasowego – „Sąd nie odpowiedział oskarżonemu na pismo z dnia 31 marca 2014 r., ponieważ treść pisma nie wskazywała na to, że oskarżony oczekuje odpowiedzi na nie” (sic!).

 

W rezultacie Kękusia zatrzymano w dniu 5 maja i po przetrzymywaniu przez 2 dni w policyjnej izbie zatrzymań w dniu 7 maja doprowadzono do biegłych psychiatrów. Kękuś wyjaśnił lekarzom, dlaczego nie podda się badaniom, więc zwolniono go do domu.

 

Podczas przewożenia radiowozem zdarzył się drobny, niemiły incydent. Kękuś wychodząc z policyjnego samochodu, mając kajdanki na rękach, stracił równowagę, potknął się i nie mogąc się oprzeć, wpadł na jednego z policjantów. Natychmiast został rzucony na ziemię. Mimo to nie zgłaszał żadnych pretensji do funkcjonariuszy, a oni też nie odnotowali „zdarzenia” w protokole zatrzymania, który potem został sporządzony. Mimo to gorliwy prokurator Bartłomiej Legutko z Prokuratury Rejonowej Kraków Krowodrza, natychmiast wykorzystał sytuację, spreparował absurdalną historię i przedstawił Kękusiowi zarzuty, że rzekomo: „używając przemocy poprzez kopnięcie kraty zabezpieczającej przedział dla osób zatrzymanych samochodu m-ki Fiat Ducato nr rej. HPHB147, która z dużą siłą uderzyła konwojującego policjanta w klatkę piersiową, usiłował się uwolnić, jednak zamierzonego celu nie osiągnął z uwagi na obezwładnienie przez konwojujących go funkcjonariuszy Policji”. Panie prokuratorze, proszę się nie kompromitować i sprawdzić, że jest to niemożliwe. Kopnięcie kraty – nawet gdyby miało miejsce – nie mogłoby spowodować uderzenia policjanta w klatkę piersiową, tylko (ewentualnie) w ramię, rękę lub w głowę. Tylko po co miałby Kękuś próbować się „uwalniać”, będąc eskortowanym w kajdankach przez 3 policjantów? To kolejny fałszywy zarzut, mający dać pretekst do badań psychiatrycznych Kękusia, które – oczywiście – natychmiast zostały zarządzone.

 

Prokurator Legutko, to trzeci z serii „gorliwych” funkcjonariuszy organów ścigania, próbujących „wrobić” Kękusia. Oprócz prokurator Ridan, która wniosła bezzasadny akt oskarżenia do Sądu w Dębicy w 2006 roku, był jeszcze prokurator Dariusz Furdzik z Prokuratury Rejonowej Kraków Śródmieście Zachód, który prowadził postępowanie z kolejnego zawiadomienia małżeństwa Zollów z 2013 roku, domagających się od prokuratury ścigania przestępstw prywatnoskargowych domniemanego znieważenia i zniesławienia ich przez Kękusia w pismach skargowych kierowanych do organów państwa w latach 2007-2013. Pomijając kwestie wątpliwego objęcia ściganiem z urzędu przez prokuraturę przestępstw prywatnoskargowych, w szczególności na szkodę Wiesławy Zoll, która nie pełniła żadnego ważnego urzędu w państwie, a także czasu popełnienia domniemanych „przestępstw przeciwko czci”, prawdopodobnie już dawno przedawnionych, to w tej sprawie jest jeszcze jeden bulwersujący aspekt.

 

Mianowicie prokurator Furdzik wydał w dniu 3 marca 2014 r. postanowienie o zatrzymaniu Z. Kękusia w celu przesłuchania go i doprowadzenia na badania psychiatryczne, pomimo tego, że w dniu 27 lutego Z. Kękuś złożył wniosek o wyłączenie prokuratora, oddalony dopiero 5 marca. Kękuś postanowienie to otrzymał dopiero około 20 marca. Jednakże już 6 marca zatrzymano go. Kękuś odmówił złożenia wyjaśnień i poddania się badaniom, więc wypuszczono go. Sprawa zakończyła się umorzeniem dochodzenia z uwagi na brak znamion czynu zabronionego. W międzyczasie Z. Kękuś złożył zażalenie na legalność zatrzymania, zarządzonego przez prokuratora, co do którego nie rozstrzygnięto wniosku o wyłączenie. Zostało ono oddalone przez sędziego Dariusza Stachurskiego z Sądu Rejonowego dla Krakowa Śródmieścia, który w ogóle się nie odniósł do kwestii braku legalności działań prokuratora, wydającego postanowienia w czasie, gdy nie miał prawa tego czynić. Zapytana w tej sprawie rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, sędzia Beata Górszczyk, odesłała mnie do prokuratury (sic!).

 

Sprawa, tocząca się w Sądzie Rejonowym w Dębicy, pozostaje w stanie dziwnego letargu. Sędzia Beata Stój nie odpowiada na większość pytań o bieg procesu, zasłaniając się tą okolicznością, że toczy się on z wyłączeniem jawności, gdyż taka jest reguła w odniesieniu do spraw o przestępstwa przeciwko czci. Z goryczą można sformułować domniemanie, że interes rzekomo pokrzywdzonych w latach 2003-2005 przez Kękusia prawników, skutkujący utajnieniem procesu, „pozwala” nie odnosić się do wątpliwości proceduralnych w zakresie prowadzenia sprawy, co uderza w prawa niesłusznie oskarżonego Z.Kękusia.

 

Podobnie Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Śródmieścia Wschód uchyla się od odpowiedzi na pytanie, czy odstąpi od oskarżania Kękusia przed Sądem w Dębicy z uwagi brak jakichkolwiek dowodów przestępstwa, które podnosi on w pismach kierowanych do prokuratury i sądu. Na zadane w tej sprawie pytanie prasowe, prokurator Prokuratury Okręgowej w Krakowie Janusz Hnatko odpowiedział, że: „Prokuratura jest stroną postępowania przed sądem i nie będzie komentować treści zawartych w pismach pana Zbigniewa Kękusia”.

 

Moim zdaniem trwa dziwny chocholi taniec prawników. Jak długo to jeszcze będzie miało miejsce?

 

Drastyczny protest głodowy pod ING Bankiem Śląskim

 

Kękuś – wydaje się – zwątpił już w szybkie rozstrzygnięcie procesu w Dębicy. Od wtorku od godz. 13 rozpoczął drastyczny protest głodowy bez jedzenia i picia pod siedzibą ING Banku Śląskiego w Warszawie na placu Unii Lubelskiej. Domaga się m.in. przeprowadzenia z nim rozmów celem uzgodnienia warunków zrekompensowania mu przez ING Bank Śląski S.A. strat poniesionych z powodu bezzasadnego i bezprawnego wyrzucenia go w 2006 z pracy na stanowisku dyrektora Pionu Usług, a przez to zniszczenia mu kariery zawodowej i życia. Jak podawałam wcześniej, z pracy zwolniono go z powodu wniesienia przeciwko niemu aktu oskarżenia do Sądu w Dębicy, dzisiaj już wiadomo, że prawie na pewno niezasadnego, do czego nie chcą się „przyznać” organa ścigania.

 

Z. Kękuś upoważnił Zarząd Banku do udzielania mi wszelkich informacji w związku z protestem. W dniu wczorajszym Biuro Prasowe Banku poinformowało mnie, że nie będą komentować głodówki kierując się art. 5 ust. 2 Ustawy o dostępie do informacji publicznej (prywatność osoby fizycznej lub tajemnica przedsiębiorcy). Nie sprecyzowano, która z tych okoliczności jest przyczyną odmowy. Jak się jednak zdaje, pozostaje to w zasadniczej kolizji z deklarowanymi publicznie zasadami przejrzystego działania Banku, który będąc instytucją zaufania publicznego nie powinien swoich ważnych decyzji ukrywać przed opinią publiczną.

 

Jak się to skończy? Na razie nie ma powodu do optymizmu.

 

Czy Darek Komorowski ma być polskim Claudiu Crulicem?

 

Rumun Claudiu Crulic zmarł w styczniu 2008 w jednym z krakowskich szpitali, gdyż wcześniej przez cztery miesiące prowadził głodówkę w areszcie w proteście przeciwko aresztowaniu za czyn, którego nie popełnił (kradzież portfela sędziemu). Obojętność w czasie głodówki wykazali funkcjonariusze Służby Więziennej i dyrekcja więzienia na Montelupich. Człowiek zagłodził się na śmierć na oczach funkcjonariuszy państwowych.

 

Czy taki sam los ma spotkać Darka Komorowskiego, który od 33 dni głodował w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie protestując przeciwko zasądzeniu 5-miesięcznego więzienia za słowo „pacan” wypowiedziane we wzburzeniu wobec nieprofesjonalnych działań strażnika miejskiego?

 

We wtorek dyrekcja Aresztu na Mokotowie „pozbyła się problemu” przewożąc wyczerpanego Komorowskiego do więzienia w Kamieńsku. To niemoralne i niebezpieczne, aby wygłodzonego człowieka transportować na taką odległość zwykłą więźniarką, zamiast zapewnić mu fachową opiekę lekarską w Warszawie. Pomimo żądania wyjaśnień od Ministerstwa Sprawiedliwości, Centralnego Zarządu Służby Więziennej oraz prośby o interwencję skierowanej do RPO, żadne wyjaśnienia we wtorek nie napłynęły.

 

Prawnicy, obudźcie się! Zbudowaliście w Polsce represyjny, tępy, bezmyślny system, mający w pogardzie konstytucyjne prawa obywateli, w tym prawo do życia i zdrowia, prawo do rzetelnego wymiaru sprawiedliwości, etc. Karzecie ludzi za drobne przewinienia (np. jakieś pyskówki) skrajnie nieadekwatnymi karami. Tworzycie potworne koszty, nie tylko wyrażone w pieniądzu, ale i społeczne.

 

To się musi zmienić, albo my zmienimy was.

 

Prokuratorze Seremet, profesorze Zoll – do dzieła!

 

 Zoll, Seremet i puszka Pandory, Warszawska Gazeta Nr 23, 06-12.06.2014, strona 18

Zoll, Seremet i puszka Pandory, Warszawska Gazeta Nr 23, 06-12.06.2014, strona 19

licznik: 1897 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze